Lekarze weterynarii przeciwko pomysłowi rządu (LIST PROTESTACYJNY)

1

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi prowadzi rozmowy z przedstawicielami rządu Japonii w sprawie eksportu żywych polskich koni. Pomysł ten spotkał się z silną krytyką lekarzy weterynarii, techników weterynaryjnych oraz ludzi związani z hodowlą koni. W sieci pojawił się list otwarty do ministra Krzysztof Jurgiel, ministra rolnictwa i rozwoju wsi, w którym lekarze i hodowcy zdecydowanie sprzeciwiają się długodystansowemu transportowi zwierząt.

Pod listem – opublikowanym w portalu społecznościowym Facebook – podpisało się do dziś (9 maja) ponad tysiąc lekarzy, studentów oraz hodowców. Apel przesłany zostanie do resort rolnictwa, a także informacyjnie do Głównego Lekarza Weterynarii – Krzysztofa Skorupskiego oraz jego zastępcy ds. zdrowia zwierząt oraz ds. Unii Europejskiej i współpracy z zagranicą lek. wet. Krzysztofa Jażdżewskiego.

Prezentujemy treść listu, jaki można podpisać na stronie FB.

List otwarty lekarzy, studentów i techników weterynarii przeciwko eksportowi żywych koni do Japonii

My niżej podpisani wyrażamy stanowczy sprzeciw wobec eksportu żywych koni na tucz i rzeź do Japonii. Apelujemy o zaprzestanie wszelkich negocjacji zmierzających do rozpoczęcia tego haniebnego handlu.

Długodystansowy transport dużej liczby żywych zwierząt gospodarskich zawsze łączy się z ich ogromnym stresem, ryzykiem urazów, cierpienia a nawet śmierci. Konie są zwierzętami bardzo wrażliwymi na stres. Załadunek, zmiana otoczenia i sposobu żywienia, pozbawienie możliwości ruchu, towarzystwo wielu obcych zwierząt i osób – wszystkie te czynniki powodują silny dystres transportowanych zwierząt. Konie przeznaczone na tucz i późniejszy ubój mogą być w różnym stanie, kondycji i wieku. Zapewnienie dostatecznego poziomu opieki weterynaryjnej a nawet uwagi ze strony opiekunów tysiącom czy nawet setkom koni wymagałoby nadzwyczajnych środków.
Tymczasem powszechnie wiadomo, że nie egzekwuje się nawet stosowania zwyczajnych środków wymaganych prawem dotyczącym transportu zwierząt w Unii Europejskiej zgodnie z Rozporządzeniem Rady (WE) 1/2005 (zwłaszcza art. 3) oraz w Polsce zgodnie z Ustawą o ochronie zwierząt z dnia 27 sierpnia 1997. Od wielu lat organizacje ochrony zwierząt dokumentują skandaliczne warunki transportu i obrotu polskimi zwierzętami (np. na targach w Skaryszewie i Bodzentynie). Nadal powtarza się bicie twardymi przedmiotami po wrażliwych częściach ciała, nadużywanie elektrycznych poganiaczy, transportowane zwierząt niezdolnych do dalszej drogi i wymagających bezzwłocznego uśmiercenia z przyczyn humanitarnych, używanie pojazdów nieprzystosowanych do przewozu zwierząt, (co powoduje wzajemne tratowanie się koni i złamania kończyn), niezapewnianie zwierzętom odpoczynku i odpowiedniej ilości pokarmu i wody oraz wystawianie umęczonych zwierząt na skrajne warunki atmosferyczne. Do celu podróży zwierzęta docierają często w stanie agonalnym lub martwe, a jeszcze żywe nie są w stanie opuścić pojazdów o własnych siłach. Ostatni raport (z 2015 r.) organizacji Eyes on Animals, TSB|AWF Tierschutzbund Zurich i Compassion in World Farming wykazał ogromną skalę naruszeń (popełnianych także przez polskie firmy transportowe), które odpowiedzialne są za cierpienie ponad 2 mln owiec, bydła i kóz eksportowanych w latach 2010-2015 do Turcji.

Rozporządzenie Rady (WE) 1/2005 zakazuje transportu samic w okresie 10% czasu do porodu, co oznacza, że w długodystansowych transportach tkwi i tak wiele klaczy w wysokiej ciąży. Ciąża i poród stanowią dla klaczy okres zwiększonego ryzyka zapadalności na różne choroby oraz czas, w którym powinna być otoczona szczególną opieką a stres powinien być ograniczony do minimum. Umieszczanie ich w transportach wraz z tysiącami innych koni na tucz do Japonii jest praktyką godną potępienia.
W szerszej perspektywie warto zauważyć, że chów koni rzeźnych jest marginalną gałęzią polskiego rolnictwa, a jednocześnie budzi żywy sprzeciw ogromnej części społeczeństwa. Zapotrzebowanie na mięso końskie w Polsce jest praktycznie na zerowym poziomie. Mimo to chów koni na rzeź jest hojnie dotowany w ramach grup producenckich i zapowiadane są kolejne ustępstwa wobec hodowców kosztem cierpienia zwierząt.

Okazywanie troski zwierzętom bez względu na sposób ich użytkowania czy przeznaczenie stanowi o godności lekarza, studenta i technika weterynarii. Dlatego stoimy na stanowisku, że czynienie ustępstw dla zysku wąskiej grupy chciwych producentów za cenę niewyobrażalnego cierpienia tysięcy koni jest nie tylko złe samo w sobie, ale też narusza godność naszego zawodu i obniża prestiż środowiska weterynaryjnego wśród społeczeństwa i opinii publicznej. Nie zgadzamy się na akceptację przez Głównego Lekarza Weterynarii udziału Polski w niegodziwych zyskach za cenę przedśmiertnej gehenny tysięcy koni.

 

 

1 komentarz

  1. Rozumiem, że protest nie dotyczy koni sportowych (one się nie stresują w transporcie itp), które podróżują trochę więcej niż „normalne” konie. Tak samo jak protesty o konie nad Morskim Okiem nie dotyczą koni wyścigowych, których na torach ginie duuuużo więcej… Piękna jest ta wybiórczość w Polsce… Czym się to ma?

Leave A Reply