Lekarz zawodów zawsze z ręką na pulsie

0

Emocje związane ze zmaganiami sportowymi w trakcie cyklu Cavaliada Tour 2014/2015 powoli opadają. Ich ostatnim akordem był czterodniowy turniej rozgrywany na stołecznym Torwarze. O weterynaryjne kulisy tegorocznej Cavaliady redakcja „Konia Zdrowego Jak” zapytała lek. wet. Małgorzatą Świderek-­Baran, która podczas rozgrywek piastowała funkcję lekarza zawodów.


KZJ: Jak wygląda praca lekarza weterynarii podczas zawodów rangi Cavaliady?

Małgorzata Świderek­- Baran: Każde zawody rozpoczynają się od przyjazdu na ich teren koni. Zanim jednak trafią do boksów muszą przejechać przez bramkę, na które stoi lekarz weterynarii przeprowadzający kontrolę dokumentów. Następnie każda przyczepa czy koniowóz powinna udać się w jedno wyznaczone miejsce, gdzie konie są rozładowywane i lekarz zobowiązany jest do sprawdzenia czy nie przyjechały z temperaturą, kaszlem czy niepokojącą wydzieliną z nosa wskazującą na chorobę zakaźną. Po wyjściu z trailera i sprawdzeniu ich ogólnego stanu konie wędrują do boksów. Kolejnym punktem każdych dużych, międzynarodowych zawodów czy też rozgrywek w randze mistrzostw Polski jest przegląd weterynaryjny. W jego trakcie koń jest prezentowany komisji sędziowskiej złożonej zazwyczaj z sędziego głównego zawodów oraz delegata weterynaryjnego. Komisja ponownie weryfikuje dokumenty, a następnie ocenia konia w ruchu. Jeśli pojawiają się zastrzeżenia dotyczące stanu zdrowia wówczas koń kierowany jest do tzw. holding boksu, gdzie ja ­ jako lekarz zawodów­ mam obowiązek sprawdzić przyczynę kulawizny np. czy nie grzeje kopyto bądź staw, czy na ścięgnach wystąpił obrzęk i podjąć decyzję o dopuszczeniu konia do dalszych zmagań. Następnie przedstawiam ją komisji oceniającej konie na przeglądzie. Jeśli stwierdzam, że np. kulawizna jest minimalna, żadna część nogi nie grzeje i nie stwierdziłam obrzęków, wówczas komisja prosi o ponowne zaprezentowanie konia w ruchu i wówczas podejmują ostateczną decyzję o dopuszczeniu konia do zawodów. Oczywiście w każdym momencie zawodów, w sytuacji, gdy sędziowie mają wątpliwość co do stanu zdrowia konia, może on zostać skierowany do badania przez lekarza zawodów.

Czy tego typu­ drobne kulawizny, nieczystość ruchu może wynikać np. z długiego transportu?

Oczywiście. Zazwyczaj takie konie po dłuższej rozgrzewce nie pokazują pierwotnej nieczystości chodu. Musimy pamiętać, że na zawody tej rangi zawodnicy raczej nie przywożą koni chorych czy kulawych. Nie można jednak lekceważyć faktu, że często uczestnicy pokonują ze swoimi wierzchowcami setki kilometrów i zawsze musimy pamiętać, że w trakcie podróży może przytrafić się np. gorączka transportowa czy zapalenie mięśni. Pamiętam, że kilka lat temu na Torwar przyjechało 10 francuskich koni, które w trakcie podróży nabawiły się właśnie gorączki transportowej. W efekcie zamiast startować przez blisko 7 dni były poddawane intensywnemu leczeniu.

Czy w trakcie warszawskich zawodów doszło do poważniejszych incydentów wymagających od Pani zdecydowanej interwencji?

Głównie mieliśmy do czynienia z drobnymi otarciami i skaleczeniami. Najpoważniejsza interwencja dotyczyła konia, który gubiąc podkowę skaleczył się w piętkę. Nic poważnego w trakcie tych zawodów na szczęście nie miało miejsca.

Jest Pani aktywną zawodniczką WKKW, w ubiegłym roku debiutowała Pani w Mistrzostwach Polski Seniorów.Jak z tej perspektywy ocenia Pani pracę lekarza weterynarii podczas zawodów różnych dyscyplin?

Rzeczywiście w WKKW mamy można powiedzieć trzy przeglądy weterynaryjne. Pierwszy w oceniający konie przed rozpoczęciem zawodów, następnie na mecie próby krosowej dyżuruje delegat weterynaryjny, który ocenia stan konia kończącego próbę terenową m. in. bada powracający do normy puls oraz oddech, a następnie ­ zazwyczaj w dniu próby skokowej- dochodzi oficjalny przegląd weterynaryjny po próbie terenowej.

Pięknie dziękujemy za rozmowę i do zobaczenia na parkurach!

Leave A Reply